Biznes promuje sztukę

Jak biznes może promować sztukę? Jak połączyć przyjemne z pożytecznym i nie stracić sprzed oczu celów strategicznych firmy? O pasji i życiu marzeniami opowiada Pan Karol Szpar – pomysłodawca idei promowania sztuki przez biznes meblowy oraz organizator imprezy „Sztuka designu – Design sztuki”, która odbyła się w październiku 2014 r. w Wieliczce.

Karol SzparPanie Karolu, po co Pan właściwie kupuje sztukę?

K.SZ.: Moim celem jest pokazać sztukę przy okazji sprzedaży mebli. Zależy mi na zmianie mentalności ludzi i ich podejścia do sztuki. Chcę pomagać artystom, bo uważam, że jesteśmy im coś winni.

Jesteśmy coś winni artystom? Mógłby Pan to rozwinąć?

K.SZ.: Kto jak nie my powinien im pomagać? Kto jak nie takie osoby, które wpływają na gusta klientów, na to jak ludzie mieszkają, jak urządzają sobie wnętrza? Łatwiej jest to zrobić osobom z branży wykańczania wnętrz, niż np. lekarzom.

Chciałbym pomagać zwłaszcza artystom młodym, kończącym uczelnie. Myślę o tym, żeby ich trochę poprzeplatać u siebie, żeby pokazywać tych uznanych z mniej uznanymi, żeby jeden drugiemu pomagał i żeby się wspólnie inspirowali. W artystach najbardziej mnie fascynuje to, że są z natury niebiznesowi. Jak na początku zaczynałem z nimi rozmawiać, zastanawiałem się jak im mogę pomóc. I zdecydowałem, że najłatwiej będzie mi ich wspierać w promocji na rynku sztuki. Nigdy nie będę osobą, która może ocenić ich warsztat ponieważ podchodzę do tego subiektywnie. I właściwie ten wątek mnie za bardzo nie interesuje. Natomiast mogę wykorzystać swoje doświadczenie biznesowe by pomóc im zaistnieć na rynku.

Strasznie podobają mi się różne inicjatywy, które promują sztukę i namawiam artystów na uczestniczenie w nich. Muszę niestety niektórych mocno przekonywać, bo spotykam grupy bardzo dobrych artystów, które najzwyczajniej boją się rynku.

W jaki sposób chce Pan promować sztukę?

K.SZ.: Bardzo bym chciał, żebyśmy sztukę pokazywali w wydaniu międzynarodowym i jakąś grupę artystów promowali na świecie. Wydaje mi się, że nadszedł właściwy moment i może nam się to udać.

Ostatnio dążymy do tego, żeby wszystko w firmie robić w wydaniu globalnym. Dziś internet spowszedniał. Odkąd jest Facebook i mnóstwo innych narzędzi, można odnieść globalizację na rożne dziedziny życia. Kiedyś promować artystę na arenie międzynarodowej było trudniej. Trzeba było współpracować z galeriami, robić wystawy za granicą. A w przypadku naszego projektu może być znacznie łatwiej.

Czy jakieś konkretne działania ma Pan na myśli?

K.SZ.: Ciągle szukam rozwiązań. W tym zakresie cały czas się uczę, jeżdżę po świecie oglądam wystawy i zastanawiam się jak to zrobić. Nie mam dziś opracowanego idealnego planu na tę międzynarodowość. Ale z racji tego, że chcemy sprzedawać meble w całej Europie, to nie widzę problemu, żeby przy tej okazji promować też polską sztukę. Moim marzeniem jest pokazywać dzieła w Nowym Jorku, Londynie czy w Wenecji. I wydaje mi się, że jest to możliwe.

Wspomniał Pan, że chce zmienić postrzeganie sztuki. Zatem jak namówić kogoś na zakup obrazu?

K.SZ.: Większość ludzi docenia sztukę i jak najbardziej popiera idee jej promowania. Problem pojawia się w chwili gdy trzeba za to zapłacić. Ludzie boją się kupić obraz czy rzeźbę, bo nie wiedzą ile to może być warte. Boją się, że zostaną wyśmiani przez przyjaciół czy rodzinę. Ja natomiast zawsze podkreślam, że trzeba kupować to co się podoba i kierować się własnym gustem. I takie podejście chcę propagować.

Dodatkowo, bardzo bym chciał, żeby architekci używali obrazów w swoich projektach. Dzięki temu też przyczyniliby się do promowania artystów. Jeśli oni zadaliby sobie trud i do projektu dobrali jakiś obraz byłoby to bardzo fajne.

Skąd wziął się pomysł promowania sztuki?

K.SZ.: Właściwie do takiego działania zainspirował mnie wujek, od którego dostaliśmy kilka obrazów.

Jak długo wdraża Pan ten pomysł w życie?

K.SZ.: Projekt budowania galerii, kolekcji prywatnej i pomagania artystom funkcjonuje ponad rok. Przez ten czas zgromadziliśmy ponad sto eksponatów. Przygotowaliśmy pierwszą wystawę, pracujemy nad strona internetową. Nie robię sobie wielkiej presji czasowej, bo to nie o to chodzi. To ma sobie „żyć” przy okazji. Mamy natomiast plany, które będziemy wdrażać w przyszłości i na pewno jeszcze zaskoczymy niejednym pomysłem.

A jak będzie wyglądała przyszłość tego projektu?

K.SZ.: Ja żyję marzeniami. Tak mam i ciężko mi to zmienić. Zawsze zakładam sobie jakieś wyzwania i dopóki mnie to cieszy, to chce je wdrażać w życie. Zakładam, że realizacja tego projektu zajmie mi 10 lat. I po tym czasie chciałbym już wypromować jakąś część polskich artystów na świecie.

Pochwaliliśmy się ostatnio, że w zeszłym roku mieliśmy 10 000 klientów, i tego nie przekłamaliśmy. My naprawdę pomogliśmy tym 10 000 osób urządzić mieszkanie. Zakładam, że jeżeli tylko 1% z tych ludzi przekonamy co roku do tego, żeby zainteresowali się sztuką, to będzie to 100 osób. A jeśli po 10 latach przekonamy 1000 osób to jest to już super wynik dla mnie.

Czym galeria 4Style różni się od innych galerii?

K.SZ.: My galerią jeszcze nie jesteśmy. Ale chcemy nią być. Na razie zrobiliśmy wystawę, zgromadziliśmy piękne prace i chcemy to pokazać szerszej publiczności. Robimy projekt galerii trochę inny niż wszyscy i to nie tylko ze względu na wnętrze. Przede wszystkim obrazy nie są pożyczane. Uważam, że nie jest to zbyt fajne gdy artyści wysyłają swoje prace do galerii, które w większości przypadków mają 80 – 100 m2. Kończy się to zwykle tak, że na ścianach wisi kilkanaście obrazów a reszta leży gdzieś obok. W naszym przypadku jest zupełnie inaczej bo mamy ponad 1000 m2.

Oczywiście, są galerie, które promują artystów i im pomagają – szacunek im za to. Ale są też takie, które robią to słabo. Galeria 4Style ze swojego założenia nie stanowi konkurencji dla innych galerii. Owszem musimy sprzedawać, żeby ten projekt mógł się sam też finansować ale nie jesteśmy nastawieni na zysk. Dla artystów ważne jest również to, że obrazy, które kupujemy, są do ich dyspozycji w każdej chwili. Mamy u siebie na przykład takie dzieła, które były moją własnością a nie wisiały u nas przez rok, bo jeździły po wystawach czy konkursach. I bardzo się ciesze, że tak się dzieje.

Jak Pan wybierał działa do galerii? Czym się Pan kierował?

K.SZ.: Przede wszystkim kieruję się własnym gustem. Kupuję to, pod czym mogę sam się podpisać. Takie podejście jednak ewaluuje. Na początku szukałem obrazów, które wydawały mi się trudne do namalowania. Dużo ludzi tak ma. Później szukałem wątku architektury. Nie interesowałem się abstrakcją, potem to też się zmieniło. Gdzieś w międzyczasie zacząłem się fascynować fotografią kolekcjonerską, a to ewaluowało w kierunku rzeźby.

Przeczytałem w jakiejś fajnej książce, że są różne etapy kolekcjonowania. Pierwszy etap to kolekcjonowanie do domu. I u mnie na początku tak było. Przekonywałem żonę, że coś pasuje do sypialni a coś innego do salonu. W drugiej fazie, obrazy trzeba już gdzieś gromadzić. U nas jest o tyle łatwiej, że możemy wieszać je w salonie. Ale niestety to tez się kończy. W tym momencie powoli przechodzimy do trzeciej fazy gdzie trzeba będzie to robić już do magazynu. Mam nadzieję jednak, że uda nam się cześć tej kolekcji sprzedać, wymieniać, i tak powstaną miejsca na nowe dzieła.

Przy pracy nad kolekcją spotykałem wielu pasjonatów, którzy zainspirowali mnie do działania. Przykładem może być Pan Michał Borowik, który ma jedną z piękniejszych kolekcji obrazów i sztuki. Ja w ogóle jestem fanem aukcji młodej sztuki. W tym roku zauważyłem jednak drobne patologie ale i tak nie powinny one wypaczyć całej idei, która jest bardzo zacna.

Na aukcjach Pan kupił te dzieła?

K.SZ.: Nie wszystkie. Wolę kupować od artystów.

Wśród uczestników imprezy pojawiło się dosyć spore uznanie dla sposobu zaprezentowania sztuki na tle mebli. Kto dobierał obrazy do ekspozycji w salonie?

K.SZ.: Robiła to Jola, nasza kierowniczka salonu oraz moja żona – Kasia.

Ma Pan zatem spore wsparcie ze strony pracowników i rodziny?

K.SZ.: Tak, zdecydowanie. Chociaż nie zawsze się zgadzamy we wszystkich kwestiach. Ja skupiam się na tym, żeby obraz wisiał w widocznym miejscu, dziewczyny natomiast dobierają to bardziej do wnętrza i mebli, podkreślając przestrzeń i kolorystykę.

Jacy są Pana ulubieni artyści?

K.SZ.: Ciągle mi się to zmienia. Na pewno jednak Artur Przebindowski. Jego twórczość fascynuje mnie od zawsze. Rzadko się zdarza, żeby wszystkie dzieła jakiegoś artysty mi się podobały. A w tym przypadku tak jest. Uważam, że artysta jest ciekawy jeśli uchwyci jakiś temat, co wbrew pozorom nie jest łatwe. Dodatkowo podoba mi się także twórczość Gosi Kosiec, Juliusza Kosina i Tomasza Poznysza. Ciężko wymieć kilka osób, bo tak naprawdę podoba mi się wszystko co prezentujemy.

Chce Pan organizować takie imprezy cyklicznie?

K.SZ.: Tak, bardzo bym chciał.

Jaki one maja mieć charakter?

K.SZ.: Bardzo bym chciał organizować różne wystawy, w tym indywidualne wystawy artystów. Potrzebuję na to jeszcze kilka miesięcy i trochę zaangażowania z ich strony. Jestem przekonany, że takie wystawy zaczniemy organizować już w niedługim czasie.

Rozmawiała – Iwona Duda / 13.11.2014

Sztuka Designu - Design Sztuki

Karol Szpar. CEO firmy Omega Meble Sp. z o.o. W swojej działalności rozwija marki 4Style i Twojemeble.pl. Prywatnie wielbiciel pięknych wnętrz i sztuki nowoczesnej. W życiu, swoje pasje skutecznie łączy z pracą zawodową, poprzez różne inicjatywy promujące młodych artystów z Polski.

Nasza Fundacja

Pomożemy Ci stworzyć wymarzone wnętrze. Naszą pasją jest niebanalny i funkcjonalny design. Jesteśmy dynamicznie rozwijającą się firmą - jedną z największych na małopolskim rynku meblowym. W naszym salonie w Wieliczce znajdziesz niezwykłe meble do sypialni, salonu, pokoju dziecięcego i młodzieżowego, kuchni czy przytulnej jadalni. Dzięki nam ozdobisz również swój dom wyjątkowymi artykułami dekoracyjnymi.

Skontaktuj się z nami

ul. Nowy Świat 27
32-020 Wieliczka
tel.:12 2890202 e-mail:wieliczka@4style.pl pon.-pt.:10:00-19:00 sob.: 10:00-16:00
Copyright © Grupa OXM